', 'auto'); ga('send', 'pageview');
Menu

sorry bardzo

greenpoint short stories _____ ©marta_zielińska sorrybardzo.book@gmail.com

Jak poznałam Billa

sorrybardzo

Okoliczności nie były jakoś bardzo dziwne. Może trochę niecodzienne. Na Bedford Avenue jest taki polsko-amerykański diner. Jest tam miło. Kelnerki są fajne. Jedzenie jest dobre i niedrogie. No i dwa kroki od L train.

 

Wybierałam się na Manhattan. Zawsze jak tam jestem, np. na 14 Union Square, po kilku minutach kręci mi się w głowie, jest mi niedobrze i chcę już wracać. Od nadmiaru ludzi, zapachów i hałasu.

 

Pomyślałam więc – zjem przyzwoite śniadanie. Może wtedy będę bardziej odporna.

 

Zajdę do S&B na french tosty. Mają dobre.

 

Zachodzę, siadam. Dziewczyna przynosi kartę. Uśmiechamy się do siebie. Moją uwagę przykuwa mężczyzna siedzący przy stoliku obok. Kelnerka przyjmuje jego zamówienie.

 

Tłumaczenie:

„Dla mnie tak... Będą dwa jajka sadzone, bekon, home fries i tost pełnoziarnisty. Tylko słuchaj, chcę, żeby był czarny – rozumiesz? Jak mówię czarny, to ma być czarny. Ma być tak czarny jak twoja bluzka – wskazuje na nią palcem. – Masz go spalić. Chcę, żeby płonął… Słuchaj i nie chcę, żebyś chodziła, wracała z tym talerzem. Zabierała. Jeszcze raz podgrzewała. Zanim przyniesiesz, upewnij się, że tost jest czarny. OK?”.

 

Kelnerka odchodzi.

 

„A ty na co się patrzysz?”.

Tak, to pytanie do mnie.

Nie wiem dlaczego, ale odpowiadam:

„Oh, I really like your haircut”.

Jak na starszego pana, miał naprawdę nieźle ścięte włosy.

„You look like James Dean”.Dodałam bez sensu.

„O, a nie wydaje ci się, że są zbyt mocno wycięte z tej strony?”.

„Niee. Wyglądają świetnie”.

 

Obdarzam pana szerokim uśmiechem. W wyobraźni zauważyłam błysk na swoich zębach, taki sam jak w kreskówkach.

„Na pewno zastanawiasz się, dlaczego byłem taki dla tej kelnerki…”.

 

Skinęłam głową, nie dając stuprocentowego potwierdzenia, że aż tak bardzo mnie to interesuje.

„Słuchaj, one nie rozumieją. Ja naprawdę chcę tego tosta spalonego, bo takie lubię, a one przynoszą mi wieczne niedopieczone, a tych… no nie znoszę”.

„Rozumiem ciebie”. Powiedziałam. Przyjmując poważną minę.

„Jesteś sama? Nie masz nic przeciwko, jak się dosiądę?”.

„Proo…”. Jeszcze nie zdążyłam wskazać ręką krzesła, a Bill siedział już naprzeciwko mnie.

 

Tak zaczęła się nasza znajomość.

 

Bill jest pierwszym republikaninem, jakiego poznałam. Nie podejmuję z nim tematów politycznych ze względu na jego nerwowość chyba.

 

Ma sto sześć lat, jak sam mówi. I jest projektantem mody. Na pierwszy rzut oka, powiedziałabym, że aparycją bliżej mu do rockandrollowca. Nosi się na czarno. Jest bardzo, bardzo chudy. A jego ubrania są zawsze mocno dopasowane. Skrojone według miary i jego autorskiego pomysłu.

 

Wygooglowałam go, oczywiście, kiedy podał mi nazwisko. Bill Kaiserman. Był bardzo znany w latach osiemdziesiątych. Cztery razy zdobył nagrodę Coty Award, co jest chyba takim Oskarem w świecie mody.

Projektował głównie modę męską. Ale w kolekcjach znajdowały się również damskie fatałaszki. Lubił być sexy, jak sam mówił.

 

Przerzucam w Google'u na images i proszę…

Na zdjęciu lady w czarnym kostiumie, jakby kąpielowym, z dużym wycięciem. Dużym wycięciem? Megawycięciem! Sięgającym prawie samego łona. Ramoneska à la Axl Rose. Plus okular słoneczny – aviator.

   Apollonia backstage at Bill Kaiserman (1979)  Photo By Rose Hartman

Bill lubi być sexy.

Patrząc, mówię: No doubt, Billy. No doubt.